Londyn, miasto w Anglii. Stolica Wielkiej Brytanii, jedno ze światowych centrów finansowych. To właśnie tutaj obyłem swoją pierwszą samodzielną podróż lotniczą, lecąc z Katowic do Luton w 2004 roku. To ogromne miasto liczy sobie oficjalnie ponad 8 milionów mieszkańców, jednak rzeczywista ich liczba jest znacznie większa.

O tym jak przyjechałem do Londynu z Liverpoolu i co zobaczyłem po drodze, przeczytasz w poprzednich odcinkach.

Londyn jest świetnym miejscem na jednodniówki. Jednodniówką nazywamy wycieczkę, zwykle lotniczą, zaczynającą i kończącą się tego samego dnia. Przy obecnej mnogości połączeń z Polski do Londynu właśnie (i kilku jego satelickich lotnisk) nie ma najmniejszego problemu z rezerwacją takiej wyprawy w kwocie niewiele ponad 100 zł, jeśli tylko jesteśmy elastyczni co do dat. Sam takich jednodniówek odbyłem kilka, za każdym razem zwiedzając coś innego. Ten artykuł zatem nie będzie próbą opisu całego miasta, a jedynie okolic biznesowej dzielnicy City i kilku innych zakamarków, do których tym razem zawitałem. Mam nadzieję, że mimo to znajdziesz coś dla siebie.

Transport w Londynie

Sami Londyńczycy w rozmowach przyznają, że to po prostu nie jest dobry pomysł, aby wjeżdżać samochodem do centrum miasta. Problemem są korki, brak miejsc do parkowania (i/lub wysoka cena) i wysoka opłata za wjazd do centrum w ciągu dnia (11,5 GBP), tzw. congestion charge. Ja swój samochód pozostawiłem zaparkowany na obrzeżach miasta, by przesiąść się na komunikację miejską – zwykle pociągi i metro.

Informacje o komunikacji miejskiej oraz opłatach za wjazd do miasta znajdziesz na stronie Transport for London: https://tfl.gov.uk/

Schemat linii szynowych w Londynie (kliknij aby powiększyć).
(autor: Sameboat licencja CC BY-SA 4.0 źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/London_Rail )

Na temat transportu w Londynie można napisać oddzielny cykl artykułów. Metro londyńskie jest jednym z najstarszych i największych na świecie. System jest ogromny, ceny biletów dość wysokie i zależą od środka transportu, ilości przekraczanych stref biletowych i rodzaju bilet, a nawet pory podróży. To jednak nadal najszybszy i najlepszy sposób na transport w tej wielkiej metropolii, z którego codziennie korzystają miliony pasażerów.

Jeśli zamierzamy skorzystać z komunikacji raz, czy dwa razy, najlepsze będą bilety jednorazowe. Miasto jest jednak zbyt duże, aby przejść je pieszo, więc trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś nie skorzysta z transportu publicznego. Bilety jednorazowe są najdroższą i najbardziej uciążliwą formą płatności.

Znacznie lepiej jest skorzystać z karty miejskiej Oyster, którą zawczasu doładowujemy, lub swojej osobistej karty płatniczej z funkcją zbliżeniową tudzież telefonu z funkcją NFC. Mamy wtedy możliwość płacenia typu pay as you go. Najkorzystniej będzie użyć karty prowadzonej w funtach brytyjskich, lub po prostu walutowej typu Revolut. Pamiętajmy, aby korzystać cały dzień z fizycznie tej samej karty płatniczej.

Wchodząc na stację przykładamy kartę do czytnika. System rejestruje wejście. Koniecznie pamiętajmy o przyłożeniu karty do czytnika także gdy opuszczamy peron – a bardzo łatwo zapomnieć, bo wyjściowe czytniki są po bokach i nie rzucają się w oczy jak te na wejściu. W ten sposób system rozpoznaje, jaki odcinek pokonaliśmy i ściąga z konta odpowiednią kwotę. Jeśli zapomnimy o tym (polski system nie wymaga walidacji na wyjściu, więc jest to dla nas nienaturalne), system naliczy maksymalną opłatę dla danego odcinka, czyli tak jakbyśmy pojechali do końca danej linii, przez kilka stref biletowych. Tak więc przypominam jeszcze raz:

Pro tip: pamiętaj o ponownym przyłożeniu karty/telefonu do czytnika opuszczając peron, bo nieuwaga będzie kosztowała minimum kilka dodatkowych funtów.

Jeśli będziemy przestrzegać powyższej zasady, skorzystamy z tzw. fare cap. Polega to na tym, że po wydaniu odpowiedniej kwoty system przestanie dalej naliczać płatności (lub naliczy je, ale potem zwróci) i do końca dnia podróżujemy bez dodatkowych opłat. Ten limit kwotowy zależy od stref przez które podróżujemy, ale można założyć, że zwiedzając główne atrakcje Londynu powinniśmy zmieścić się w strefach 1-4, co nie powinno kosztować więcej, niż nieco ponad 10 GBP.

Można także zakupić typowy bilet dobowy lub tygodniowy (travelcard), ale będzie on droższy od powyższej kombinacji.

Aktualne ceny biletów znajdziesz na stronie TfL podanej na początku akapitu. Osobiście próbowałem się wgryźć w ten system, ale po dłuższej chwili poddałem się. Po prostu jeździłem tam gdzie potrzebowałem i tym czym chciałem, posługując się pożyczoną od kolegi kartą Oyster. Zazwyczaj mieściłem się w limicie 10 GBP, ale któregoś razu najwyraźniej zapomniałem o kliknięciu kartą na wyjściu, bo znikło z konta ponad 20 GBP. No, trudno. Bad luck.

Po Londynie możemy podróżować także słynnymi londyńskimi taksówkami w charakterystycznym kształcie – te są jednak dość drogie. Na szczęście, w mieście działa także Uber.

Canary Wharf

Canary Wharf bywa mylone z londyńskim City. Choćby przeze mnie na filmie. Dzielnica City of London to najstarsza dzielnica Londynu, o powierzchni niecałych 3 kilometrów kwadratowych. Ścisłe centrum miasta, które już kilkanaście wieków temu miało swego rodzaju autonomię, przejawiającą się np. w innych podatkach niż w całym kraju. Dzisiaj jest to prestiżowe, światowe centrum biznesowe.

Widok z Canada Square w Canary Wharf

Niemniej prestiżową dzielnicą jest odwiedzona przeze mnie Canary Wharf Położona nad Tamizą, we wschodnim Londynie, kilka kilometrów od centrum. Na niewielkiej przestrzeni zajmowanej niegdyś przez doki zbudowano kilkanaście drapaczy chmur, które okupowane są przez największe światowe korporacje. Myślę, że warto odwiedzić to miejsce, bo jest ono na swój sposób surrealistyczne.

W tym miejscu pracownicy pobliskich korporacji mogą konsumować obiad

Jadąc metrem, powinniśmy wysiąść na stacji Canary Wharf. Już na peronie zapewne zauważymy, że jest on znacznie większy. Wyjeżdżamy na górę jednymi z wielu ruchomych schodów. W godzinach porannego szczytu niewątpliwie każda stopa kwadratowa jest zajęta przez tłumy białych kołnierzyków zmierzających do swoich biur w walce o kwartalny target.

Budynki trzech światowych banków układają się w wyciągnięty środkowy palec

Z metra wychodzimy prosto na Canada Square. Rozglądając się dookoła widzimy wysokie biurowce ze znanymi szyldami. Cały teren to mieszanina marmurowych trotuarów, przejść i historycznych doków.

Przejście pomiędzy budynkami o ciekawej architekturze i zielonym, kojącym nerwy wnętrzu

Lotnisko London City (LCY)

W niewielkiej odległości, również na terenie londyńskich doków, znajduje się lotnisko London City (LCY). Jest to jedyny port lotniczy leżący w obrębie miasta. Jest niewielki i ma tylko jeden pas – na tyle krótki, że nie lądują tu najpopularniejsze modele samolotów typu Boeing 737 czy Airbus 320. Nie oznacza to jednak, że nie ma tu ruchu – przez swoje dogodne położenie tuż obok dzielnicy biznesowej, jest chętnie wybierane przez podróżujących biznesmenów.

Historyczne budynki doków i żurawie w pobliżu lotniska LCY
Pas startowy lotniska LCY

Niedawno nawet polskie linie LOT uruchomiły bezpośrednie połączenie z Warszawy do London City, pozyskując specjalnie do tego celu samoloty Embraer 195 zdolne tu wylądować. Chętni do dalszych podróży muszą jednak skorzystać z lotniska London Heathrow (LHR)

Emirates Air Line

Kolejka linowa Emirates Air Line w całej okazałości

Jednym z najnowszych elementów krajobrazu Londynu w tym rejonie jest Emirates Air Line. Skojarzenia z bliskowschodnią linią lotniczą są słuszne, jednak część nazwy Air Line należy tu potraktować dosłownie, a pierwsze słowo oznacza sponsora. Otóż jest to otwarta w 2012 roku kolej linowa ponad Tamizą. Wchodzi w skład systemu komunikacji miejskiej i stanowi szybki sposób na przeprawę na drugą stronę rzeki.

Południowy brzeg Tamizy i kolejne wieżowce. Biała półkula to hala widowiskowa o2.

W godzinach szczytu przejazd trwa 5 minut, a poza nimi, dwukrotnie dłużej. Wagoniki kolejki przypominają te ze stoków narciarskich i wznoszą się na wysokość niemal stu metrów oferując piękny widok na miasto, rzekę i lotnisko. Przejazd w jedną stronę to koszt ok. 3,50 GBP.

W połowie drogi kolejki Emirates Air Line
Pora na lądowanie Emiratami

Docklands Light Railway

Pociąg DLR na stacji Canary Wharf

Wspomniany system naziemnej kolejki powstał w 1987 roku. Był na tamten czas wyjątkowo nowoczesny, gdyż składy nie mają maszynisty i sterowane są komputerowo. Nawet dzisiaj możemy spotkać podobne systemy jedynie w kilku miejscach na świecie, np. w Tokio, czy na lotniskach. Nie jeżdżą zbyt szybko, ale też nie pokonują znacznych odległości. W każdym pociągu obecny jest pracownik, który w normalnych okolicznościach zajmuje się obsługą drzwi. Kolejka stanowi wygodne połączenie lotniska LCY z Canary Wharf, a wskutek systematycznej rozbudowy posiada obecnie 45 przystanków i 34 km tras.

Ciasne torowisko DLR pomiędzy budynkami
Widok z pierwszego fotela pociągu DLR zmierzającego do Canary Wharf. Gdyby był tu maszynista, siedziałby zapewne w tym samym miejscu.

Przystanek DLR Royal Victoria jest najbliższym od północnego krańca Emirates Air Line. Stąd możemy pojechać na zachód na lotnisko, bądź na wschód w stronę Canary Wharf. Polecam ten drugi kierunek, gdyż wagoniki przemykają w niewielkiej odległości od biurowców. Można wręcz zajrzeć na monitory komputerów za szybami, a także przejechać przez kilka budynków.

Królewskie Obserwatorium Astronomiczne w Greenwich

Po nasyceniu oczu i ciała korporacyjnym prestiżem i blichtrem nadszedł czas na odwiedzenie bardziej tradycyjnego miejsca. Królewskie Obserwatorium Astronomiczne w Greenwich znajduje się po południowej stronie Tamizy, w stosunkowo niewielkiej odległości od Canary Wharf. Dostać tam się możemy na trzy ciekawe sposoby – kolejką DLR, kolejką Emirates, a także promem. Oczywiście, końcowy odcinek nadal będzie trzeba pokonać pieszo.

Probierz imperialnych jednostek miar

Obserwatorium jest kolejnym ciekawym punktem na mapie Londynu (a także świata). Położone w dużym parku, na szczycie wzniesienia. Powstało w roku 1675. Obecnie pełni funkcję bardziej historyczną, gdyż właściwe obserwatoria przeniesiono poza miasto.

Greenwich to miejsce wyjątkowe pod wieloma względami. To właśnie ten obiekt nosi zaszczytny numer 000 w światowej ewidencji obserwatoriów – a warto wspomnieć, że lista ta liczy sobie kilka tysięcy pozycji, włączając w to satelity. To przez teren Greenwich przechodzi południk zerowy, zaznaczony linią na chodniku. Współrzędne geograficzne budynku to: 51°28′40″N, 0°00′05″W. Stając na tej linii, stoimy na dwóch ziemskich półkulach jednocześnie – wschodniej i zachodniej. Aby stanąć jednocześnie na czterech, musielibyśmy udać się w miejsce przecięcia południka zerowego z równikiem, gdzieś na Atlantyku. Polska znajduje się na wschód od Londynu, zatem jest to półkula wschodnia (czyli drugiej współrzędnej zawsze będzie towarzyszyć literka E – od east).

Wprost z powyższego wynika drugie zagadnienie związane z Greenwich – są to strefy czasowe na świecie. Oczywistym jest, że godzina 21 w Polsce to godzina 15 w Nowym Jorku – a jest to ten sam moment w czasie. To właśnie czas słoneczny obowiązujący w Greenwich jest określany jako Greenwich Mean Time, czyli GMT, a inaczej jako czas uniwersalny Coordinated Universal Time, czyli UTC. Nie są to w pełni tożsame pojęcia, ale na potrzeby człowieka patrzącego na zegarek jest to wystarczające uproszczenie. Zatem to właśnie od czasu londyńskiego, zmierzonego właśnie w tym konkretnym miejscu, dodaje się lub odejmuje godziny, na potrzeby stref czasowych. Zresztą strefy czasowe to jedna z niewielu rzeczy, co do których używania panuje pełna zgoda na Ziemi. Wszystkie państwa świata zgodziły się wspólnie korzystać z tego właśnie systemu.

Obserwatorium jest dostępne dla zwiedzających, choć bilety są drogie. Za darmo można jednak wejść na jego dziedziniec i zrobić sobie zdjęcie na tle południka zerowego i zegara atomowego odmierzającego czas GMT. Gdy już oddamy się zadumie na temat doniosłości miejsca, w którym nam przyszło stanąć, możemy zwrócić swe oczy na północ, gdzie zobaczymy piękną panoramę biurowego zagłębia Canary Wharf nad Tamizą.

Widok na dzielnicę biurową Canary Wharf z obserwatorium astronomicznego Greenwich

Zachęcam do obejrzenia filmu, bo tam pokazuję to miejsce dość szczegółowo.

Tym akcentem zakończę zwiedzanie tej części miasta. Jeśli Ci się spodobało i chciałbyś to powtórzyć, spokojnie dasz radę odwiedzić przestawione tu miejsca w pół dnia, bo są one w raczej niewielkiej odległości od siebie. Dzięki za przeczytanie, a w następnej, ostatniej już części wyprawy do Wielkiej Brytanii, zmienimy nieco klimat nawiedzając zupełnie inną część miasta.