Działo się dnia siedemnastego i osiemnastego listopada, roku pańskiego dwa tysiące osiemnastego.

Po zwiedzeniu Braszowa i okolic, wyruszyłem w dalszą podróż krajową jedynką. W planie miałem przejazd drogą 7C, czyli Trasą Transfogarską (po rumuńsku: Transfăgărășan), zaczynając od jej północnej strony. Brałem poważnie pod uwagę, że może być zamknięta, bo oficjalnie czynna była tylko do końca października, ale śniegu było mało, więc postanowiłem zobaczyć, jak daleko uda się dojechać – a nuż okaże się przejezdna?

Pro tip: trasa ma swoją stronę internetową, gdzie dowiemy się, czy trasa jest przejezdna w danym momencie: www.transfagarasan.net

Kto umysły ideą zapłodnił

Trasa Transforgarska, to obok Transalpiny najsłynniejsza górska przeprawa w Rumunii i jedna z najbardziej znanych w Europie. Jest efektem wizji rumuńskiego komunistycznego dyktatora, Nicolae Ceausescu. Po bratniej inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację (z naszym niesłynnym udziałem) w 1968 roku ów jegomość skonstatował, iż potrzebuje przejścia przez Karpaty, celem szybkiego przerzutu wojsk w razie ‘W’. Istniejąca od dawna Transalpina okazała się nie wystarczająca, bo wytyczona w części dolinami, które wróg może łatwo z góry kontrolować. Od pomysłu do przemysłu, wielkim nakładem sił i środków w kilka lat powstała owa droga 7C o całkowitej długości 150 km.

W ramach ciekawostki, w Polsce mniej więcej w tym czasie władza także wybudowała słynną trasę – tzw. Gierkówkę, czyli dzisiejszą S8 prowadzącą z Warszawy na Górny Śląsk. Nie jest malownicza, ale deklasuje rumuńską koleżankę w dziedzinie użyteczności. Jednak to Transfăgărășan, a nie Gierkówce, brytyjski dziennikarz motoryzacyjny poświęcił jeden z odcinków Top Gear.

Nicolae C. znany był z niebrania jeńców przy realizacji swoich osobliwych pomysłów – oprócz trasy, przykładem jest gigantyczny budynek parlamentu w Bukareszcie. Historia doceniła konsekwencję w dążeniu do celu, bo równie bezkompromisowy był jego (prezydenta, nie budynku) koniec – po sfingowanym procesie na początku lat 90. wykonano wyrok śmierci na nim oraz na jego żonie Elenie (sic!).

Pokonując górskie serpentyny (zdjęcie ilustracyjne, pokonanie serpentyny wymaga użycia dwóch rąk wiec trudno o zdjęcie)

Najwyższy punkt trasy znajduje się na wysokości 2042 metrów, przy jeziorze Balea. Tam też znajduje się kilkusetmetrowy tunel, najdłuższy w Rumunii.

Dzisiaj trasa stanowi jedną z najsłynniejszych atrakcji turystycznych kraju. Łączy formalnie dwa miasta, Fogarasz i Pitesti – jednak są one oddalone od właściwego, górskiego odcinka, który liczy niespełna 100 km.

Najpiękniejsze widoki można podziwiać, gdy jest bezchmurne niebo, a trasa otwarta – o co raczej trudno zimą. Wzdłuż szosy jest wiele zatoczek. Rumuni przyjeżdżają tłumnie w lato i piknikują. Ponoć wtedy nie ma gdzie zaparkować, a dookoła unosi się dym z grillów.

Zjeżdżając z krajowej jedynki w dostrzegłem znak inchis (zamknięte). Postanowiłem jednak zobaczyć, jak daleko uda mi się dotrzeć. Początkowo droga prowadzi przez miasteczka. Wyglądają podobnie do polskich wiosek wokół Zakopanego, masowo oferowane są kwatery. Po wyjechaniu z ostatnich zabudowań szosa powoli zaczyna piąć się w górę. Nawierzchnia jest w dobrym stanie, nie ma dziur – zapewne musiała przejść niedawno renowację. Po kilkunastu kilometrach dotarłem do końca, albo tak mi się przynajmniej wydawało.

Nie dość że inchis to jeszcze zakaż :/

Zatrzymałem się. Znaki znakami, widać przecież, że można jechać dalej. Postanowiłem jednak rozeznać się w sytuacji. Tuż poniżej znajduje się hotel i stragany z pamiątkami. Ze względu na środek antysezonu było pusto i stało tylko kilka samochodów.

Tam na końcu drogi jest ten zakaz

Wycofałem się na z góry upatrzoną pozycję. Po kilku minutach nadjechało wypasione audi z ciemnymi szybami. Zatrzymali się tak jak ja, postali chwilkę i zawrócili. Skoro nawet miejscowa mafia respektuje ten zakaz, to ja także nie będę go próbował łamać.

Pokręciłem się nieco po okolicy. Okazuje się, że zaczyna się tu pieszy szlak prowadzący do wodospadu Balea. Zakładam, że zbieżność nazw z zalewem na szczycie jest nieprzypadkowa. Tutaj też znajduje się dolna stacja kolei linowej. Dwa wagoniki naprzemiennie kursują na szczyt, pokonując 800 metrów różnicy wysokości. Na wjazd było już za późno, bo poranne przygody okazały się dość czasochłonne.

Nie tracąc czasu postanowiłem zobaczyć choćby kawałek dalszej, zamkniętej drogi. Po pierwszym zakręcie uzmysłowiłem sobie, że mogłoby mi się nie udać złamać zakazu wjazdu, pomimo najlepszych chęci.

Wzmocnienie autorytetu znaków drogowych przez betonowe zapory

Pokonałem przeszkodę pieszo i przeszedłem kilkaset metrów. Widoki były coraz lepsze, niestety napotkany drogowskaz uświadomił mnie, że do szczytu pozostało jeszcze kilkanaście kilometrów – zdecydowanie nie jest to dystans do pokonania pieszo, na dwie godziny przed zmrokiem.

esy floresy

Wodospad ślizgowy

Zawróciłem w stronę hotelu i parkingu. Resztkę czasu postanowiłem na dotarcie do wodospadu Balea, jednego z największych w Rumunii. Ma on około 60 metrów i jest… no właśnie. Wiodłem sobie spokojny żywot w błogiej nieświadomości co do podziału wodospadów, ale los sprawił, że oto dziś chciałem Ci przekazać, jaki jest ten wodospad, bo woda w nim nie płynie pionowo. Zaczerpnąłem opinii w internetach i oto odkrył się przede mną nowy, nieznany świat. Okazuje się, że wodospady mają swoje klasyfikacje, rodzaje, kody. Są strony – bazy danych wodospadów w Europie i na świecie. Niesamowite… i krzepiące, że ludzie mają fantazję do robienia rzeczy, które nie są absolutnie niezbędne i racjonalne. Dlatego też zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z morfologicznym podziałem wodospadów autorstwa Tomasza Holbanda.

Balea Lac jest to tzw. wodospad ślizgowy – czyli woda przelewa się po podłożu pod dużym kątem, ale nie spada pionowo. Szlak prowadzący do podnóża kaskady jest dość trudny – mimo to ja w nieprawidłowym obuwiu chyżo skakałem po ośnieżonych kamieniach. Im dalej w las tym więcej drzew – i dosłownie i w przenośni, jednak nie pozwoliłem sobie na wycofanie się z podjętego wyzwania.

Zamarznięty wodospad w chmurach

Wspinaczka, bo tak to pod koniec wyglądało, zajęła mi około 30 minut przy dobrym tempie. Ciągle miałem wrażenie, że zboczyłem z trasy, jednak czerwone kropki w białej obwódce systematycznie pojawiały się na drzewach.

Jeśli ktoś nie czuje satysfakcji z chodzenia po górach, są także inne sposoby na podziwianie kaskady. Przy braku chmur, widać ją z daleka z hotelu, w także z lotu ptaka przy wjeździe kolejką linową.

Po udanej kontemplacji cieku wodnego powróciłem do samochodu. Trzygwiazdkowy hotel Cabana Balea Cascada znajdujący się przy parkingu ma architekturę typową dla okresu, w którym powstawał. Okazuje się, że początkowo mieszkała w nim kadra oficerska, która nadzorowała budowę całej trasy. Gdy jest ona zamknięta, to jest właśnie ostatni punkt, do którego można dojechać samochodem.

Światło dzienne zdecydowanie kończyło już się. Wobec nieprzejezdnej trasy 7C, musiałem objechać góry, aby wrócić do Bukaresztu. Dystans ponad 300 km miałem pokonać w niecałe pięć godzin. Drogi krajowe w Transylwanii nie należą do najlepszych, prawie wszystkie są jednopasmowe i zatłoczone.

Loganem z wizytą w mateczniku

W ramach przerwy w podróży, postanowiłem nieznacznie zboczyć z drogi do Bukaresztu. Na północ od Pitesti leży Mioveni. Tam właśnie znajduje się fabryka Dacii. Dacia jest to rumuńska marka samochodów, powstała w aliansie z Renault w 1966 roku. O ile ich produkty z czasów socjalistycznych nie odbiegały jakością od wyrobów żerańskiej FSO, to teraz, dzięki ścisłej współpracy z francuskim potentatem, fabryka zdecydowanie nabrała wiatru w żagle. Samochody takie jak Dacia Logan czy Duster okazały się hitami sprzedażowymi. Ich nieco prostsza konstrukcja bazująca na sprawdzonych rozwiązaniach połączona z niższą ceną ale nienaganną jakością sprawia, że chętnych do zakupu jest wielu i to nieraz w dość zaskakujących lokalizacjach, jak choćby terenowy Duster, który doskonale sprawdza się na Islandii.

Another one bites the Duster

Istnieje też ogromny popyt wewnętrzny. Około 30% wszystkich samochodów na drogach Rumunii to Dacie, jest ich naprawdę dużo. Rumuni wydają się rozumieć, że to ich marka, z której mogą być dzisiaj dumni – i słusznie. W Polsce montujemy ogromne ilości samochodów innych marek, ale żadna krajowa nie przetrwała, a nawet gdy istniała, to produkty nie były konkurencyjne.

Logan w odwiedzinach w mateczniku

Po wyjechaniu z Mioveni i Pitesti, trasa znacznie się poprawiła. Być może to z racji opuszczenia Transylwanii na rzecz stołecznej Wołoszczyzny, a może po prostu po płaskim terenie łatwiej było zbudować pełnoprawną autostradę. Koniec końców, całkiem szybko już dojechałem do Bukaresztu. Nie miałem w planach zwiedzania miasta, gdyż zrobiłem to już rok temu, ale nie odmówiłem sobie przejażdżki przez centrum miasta.

Nowe formy ekspresji

Wsłuchując się w opinie i obserwując trendy, postanowiłem wprowadzić nową jakość w moich opowieściach. Dlatego też, oprócz wersji tekstowo-zdjęciowej od czasu do czasu będzie także film. Film nie odpowiada w pełni temu co opisałem, więc zachęcam do obejrzenia. Wiem, że trzęsie oraz długi, ale początki nigdy nie są łatwe.

Film opowiada o całej podróży, więc zarówno o trasie jak i o Braszowie. Polecam, i zachęcam do lajkusiowania, subowania i czego tam jeszcze.

Czego nie zobaczyłem

Rumunia nie wydaje się bardzo turystycznym krajem, jednak ma dużo do zaoferowania. Przepiękne góry, dwie słynne trasy przecinające je, a na południu dostęp do Morza Czarnego. Ta namiastka którą udało mi się zrealizować zimą to tylko wstęp do dalszych przygód. Zdecydowanie umieszczam ten kraj na liście do ponownego zwiedzania, tym razem być może Kluż, Jassy czy może Konstancja?

Samolot rumuńskich linii lotniczych Tarom – bardzo podobne logo i kolorystyka do PLL LOT

Co było dalej

Powrót z Rumunii do Polski zaplanowany był przez południowe Włochy, a dokładniej lotnisko Lamezia Terme (SUF). Tam też już byłem (haha), wpis na czeka grzecznie w kolejce na napisanie. Popołudnie dnia następnego spędziłem na miłym spotkaniu z dawno niewidzianymi znajomymi w Tropei, po to, by w poniedziałek rano polecieć do Warszawy. Kilka zdjęć z Włoch:

Samo się nie napisze
Wschodnia część włoskiego buta
Ciekawy budynek lotniska Lamezia Terme z pasem startowym prostopadłym do wybrzeża
Cipolla to po włosku cebula
Good morning Tropea!